Jako rodzice zawsze musimy mieć skrzydła wystarczająco duże, aby otoczyć nimi dzieci i osłonić je przed krzywdą czy bólem. To figuruje w naszym kontrakcie z Bogiem, kiedy bierzemy na siebie odpowiedzialność za ich życie.
RSS
poniedziałek, 24 lipca 2017
Mama, mamusia, matka jedno słowo tyle znaczy...

Mam dwójkę kochanych urwisów, kiedy pojawili się na świecie moje życie się zmieniło przede wszystkim Ja się zmieniłam. Moje dzieci stały się centrum mojego wszechświata. Staram się oczywiście zachować rozsądek i wychowywać dzieci, aby wyrosły na porządnych ludzi. O momentu kiedy ta dwójka pojawiła się na świecie, zaczęłam wiele spraw analizować. Jak moja przeszłość wpłynęła na mój sposób wychowywania dzieci. 2013 na świat przyszedł Bartek i jak cofam się do tamtych chwil byłam matką lwicą jak tylko mój potomek kwiknął byłam obok gotowa do "zabicia" każdego, kto próbował skrzywdzić moje maleństwo.Nawet ja Sebek egzekwował od Bartka posłuszeństwa. W tym czasie nasze małżeństwo przeżywało wielki kryzys. To było trudne dla nas obojga. Maluch w pewnym momencie, zaczął to wykorzystywać czasami sam fakt, że tata na niego patrzy powodował wrzask. Na szczęście szybko się opamiętałam, że przez moją nadopiekuńczość wyrządzam ogromną krzywdę mojemu synowi i powoduję, że relację miedzy Ojcem a Synem zostają zakłócone. W przyszłości mogło by to doprowadzić, że dwaj mężczyźni których kocham mogli by się nienawidzić. W zeszłym roku urodziła się Emilka i tu jest dużo łatwiej, chociaż młoda uczy mnie od nowa macierzyństwa. Dwoje dzieci z jednych rodziców a są tak różni jak woda i ogień. Bartek od małego był posłuszny, spokojny. Emilka jest uparta, zawzięta w swoich działaniach. Uczę się równowagi aby ani Bartek ani Emilka nie czuli się wyróżniani. Aby żadne z nich nie miało poczucia odrzucenia. 

Obserwując moją dwójkę zastanawiam się jak wyglądały moje relację z mama. Byłam najmłodsza czy byłam inaczej traktowana. Nie wiem nie mam porównania, chociaż jak rozmawiam z siostrami ( a rozmawiamy bardzo dużo,mimo różnic wieku mamy ze sobą szczególną więź) to niestety moja mama zawsze przekładała swoje dobro nad dobrem moim czy moich sióstr. Przykładów jest multum zaczynając od skórzanych butów, które chciał kupić tata mojej siostrze piękne oficerki ze skóry, ale przecież córka nie może mieć lepszych butów od matki więc ich nie kupili. Moja siostra w wieku 16 zamieszkała ze schorowaną ciotką, aby po śmierci przejąć mieszkanie ciotki. 16 latka została "wyrzucona" z domu. Kiedy ja po wielu latach powiedziałam mamie jak traktował mnie Leszek, że wmówił 8 letniej dziewczynie, iż jej biologiczny ojciec zmarł m.in przez nią bo była nie posłuszna ( można pomyśleć, jak mu się to udało ) jej reakcja była zabójcza "a co JA mam powiedzieć" nie takiej odpowiedzi się wtedy oczekiwałam. Dotarło do mnie, że z moją mamą nie idzie mieć silnych relacji takich przyjacielskich. Zaczynając od faktu, że wolała zachować sypialnie niż nastolatce zrobić pokój kończąc na zakupach ona wracała z siatami a ja z reklamówką z bielizną i bluzką. I zastanawiam, się jak to jest możliwe. Mając dzieci nie jestem w stanie tego pojąć. Bo ja dla ich radości ich dobra jestem w stanie odmówić sobie wszystkiego, byle oni mieli. Ale widać, każda matka jest inna. Są matki, których sukcesy dzieci radują napawają dumą ale i są takie, które nie potrafią czerpać radości z sukcesów. Za to porażki i niepowodzenia budą je sprawiają, że mogą powiedzieć " ooo ale mi przykro"  Czy takie zachowanie jest normalne ???Wydaje mi się, że nie. Wg mnie rolą rodziców jest zapewnienie poczucia miłości, zrozumienia i bezpieczeństwa. Ja uczynię wszystko aby moje dzieci nigdy nie bało się wrócić do domu. Aby nigdy nie bało mi się powiedzieć o największej "tragedii" nawet,jeżeli tą "tragedią" miała by być na dzień dzisiejszy nie ta bajka w Tv. Kto inny jak nie rodzic ma ochronić dziecko przed złem tego świata. Ja nie popełnię, tego błędu co moja mama. Kocham ją bo jest moją mamą....ale chyba tylko dlatego nie zrobiła nic aby mi pomóc, a nie chce mi się wierzyć, że nie widziałam. Raczej nie chciała widzieć odwracała wzrok. Każdą z nas trojga zawiodła jako matka, a najgorsze jest to, że teraz kiedy siostry wyrzucają z siebie aby pokonać swoje demony ona nie czuje się winna. Największym problemem nie jest to, że działa się im krzywda ale fakt, że o swoich bólach mówią przy osobach postronnych. ( wiem nie powinna tego zrobić ale czasami emocję, są dużo silniejsze niż zdrowy rozsądek) Normalny człowiek przyznał by się do błędu zaczął analizować. Ale  nie moja matka, ona ma pretensje i jak zwykle odwraca kota ogonem, próbując odwrócić uwagę od siebie. Po swoich przeżyciach wiem, że miłość dziecka do matki jest bezwarunkowa ale czy zawsze miłość matki do dziecka.....Nie wiem ja tego nie doświadczam i nie doświadczę, ja za swoimi dziećmi poszła bym w ogień. 

 

 

"Matka jest ciepłem, jest pokarmem, matka jest pełnym błogości stanem zadowolenia i bezpieczeństwa (…). Nic nie musisz zrobić aby być kochanym – miłość matki nie jest obwarowana żadnym warunkiem (…). Nie trzeba jej zdobywać."

E. Fromm
23:12, monisia14
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 lipca 2017
Emocje a przeszłość.....

Długo się zbierałam aby napisać, kiedyś przez chwilę bym tu post, który odkrywał część mej duszy. Dlaczego się zdecydowała na ponowna odsłonę? Przez kilka lat myślałam i chełpiłam się faktem, że to co było już jest za mną, że przepracowałam wszystkie demony przeszłości...Niestety ale tak nie jest  jak wspomniałam program "Historia wielkiej wagi" uzmysłowił mi to. Problem otyłości jest właśnie skutkiem tych demonów, człowiek uciekał w jedzenie aby odreagować wydarzenia z dnia, aby uczcić zmianę sytuacji, ale od początku......

Mój tato zmarł jak ja miałam 4 lata moje wspomnienia są blade i nie wyraźne. Często są one przywoływane po przez opowieści bliskich. Nie znałam ojca, nie wiem jakim był człowiekiem nie wiem czy moje życie wyglądało by inaczej gdyby nie umarł na tą paskudną chorobę jaką jest nowotwór. Po rozmowach z siostrami wiem, że było by inaczej, wiem, że zrobił by wszystko aby nie stalo mi się nic złego abym nie doświadczyła tego co miało miejsce. Pierwsze przykre zdarzenie miało miejsce jak byłam malusia bardzoooooooo długo nie dopuszczałam tego do siebie i wypierałam zaistniałą sytuację. Miałam/ mam wujka, który swego czasu był ulubionym wujkiem do czasu, aż pewnej nocy zaczął mnie omacywać a jego obślizgły jęzor natarczywie wpychał mi w usta. I to była pierwsza sytuacja, która w przyszłości rzutuje na moje życie. Na szczęście tego typu już nigdy się nie powtórzyła, mimo że nie powiedziałam o tym nigdy nawet najbliższym. Wstyd, upokorzenie???pewnie wszystko na raz a do pewnych osób brak zaufanie. Wujek był bardzo częstym gościem swego czasu w naszej rodzinie szczególnie po śmierci taty. Jako małe dziecko brakowało mi ojca, więc szukałam go w każdym "wujku" jaki poświęcił mi swoją uwagę. 

Kiedy miałam 8 lat mama poznała wujka, z którym później wzięła ślub i tak naprawdę wtedy się zaczeło w moim życiu wszystko zmieniać. Pojawiła się kontrola wcześniej jej nie bylo mama pracowała w trzech różnych pracach. Z biegiem czasu okazało się, że uciekała w pracę.Wychowywały mnie siostry, które same potrzebowały opieki. Kiedy zmarł tata one miały 15 i 18lat. Robiłam co chciałam, kiedy chciałam. W domu pojawiałam się na posiłki albo i nie bo nie było czasu. Nikt za mną nie latał miałam klucz od domu na szyi. Pojawia się w moim życiu ojczym Leszek. A razem z nim zakazy nakazy. Czy się buntuje nie. Nie uciekam z domu ale naginam zasady za które spotyka mnie kara sroga kara. W tedy pojawia się lęk, strasz przed wejściem do domu robię znak krzyża. Modlę się aby w domu był ktoś oprócz ojczyma. Za niesubordynacje dostaje lanie. nie raz miałam siniaki po pasku ślad ręki odbitej na udzie. Przyjaciółka pytała się czemu tak krzyczę, ale nikt mi nie pomógł, nikt nie zareagował. A ja nikomu nie mówię co się dzieje. Największe rozczarowanie spotyka mnie w drugiej bądź trzeciej klasie podstawówki. Z całą klasą przygotowywaliśmy występ artystyczny z okazji dnia matki miałam swoją solówkę, bardzooooo byłam przejęta występem. Niestety mojej matki nie ma nie przychodzi. Później się okazało, ze pojechała do swojej szwagierki. Jedna jedyna osoba, na której polegała , która pragnęłam wtedy zobaczyć nie przychodzi dlaczego bo spotkanie towarzyskie było ważniejsze. Tylko ona się nie pojawiła.

Kiedy mam 11 lat umiera siostra mojej mamy a my przeprowadzamy się nad morze aby "zajać się babcią" prawda jest taka, ze rodzice tracą pracę i wybierają tańszą opcje życia. Już nie ma kanapek posmarowanych smalcem z wędliną. I to był dla mnie okropny cios tak naprawdę nigdy się nie pogodziłam z przeprowadzką, nie czułam się dobrze mieszkajac na tej wsi, która zaczynałą żyć dopiero w sezonie. I wtedy zaczynam tyć pocieszam się jedzeniem. Ale kary nadal są za wszystko i o wszystko. Nie wytrzymuje tych wszystkich emocji, załamuje się i próbuje popełnić samobójstwo. Wybieram "najłatwiejszą" formę ucieczki. Tak mi się wydaję ale po wielu wielu latach jest to moja rozpaczliwa prośba o pomoc. Moje wołanie aby, ktoś mi w końcu pomógł. Niestety cała rodzina zamiata sprawę pod dywan udajemy, że nic się nie wydarzyło. Fakt po tym zdarzeniu ojczym zmienia odrobinę stosunki do mnie jest mniej surowy. Piszę pamiętniki to pomaga mi się uporać z emocjami ale nie do końca bo wiem, że nie mogę być do końca szczera. Bo kontrola jest zawsze ktoś może to przeczytać zajrzeć za głęboko do wnętrza mojej duszy. I dlatego kilka lat temu znika wpis, który był bardzo osobisty. Pokazywał sytuację, które miały miejsce wtedy. Nie będę ukrywać ze wiele sytuacji nie pamiętam a może nie chce pamiętać. Ale więcej jest takich, których nie mogę sie pozbyc. Kiedy jestem w gimnazjum znowu się przeprowadzamy tym razem pod Warszawę aby zając się ciężko chorym bratem ojczyma, który po roku zmarł. Ta kolejna zmiana miejsca zamieszkania zaburza moje poczucie bezpieczeństwa, w późniejszych latach skutkuje to strachem, przed nowymi miejscami, przed nie znanym. 
Liceum to najfajniejszy i najgorszy moment w życiu. Pojawia się większa świadomość. I większy bunt tego czemu mi nie wolno, czemu mnie omijają wycieczki, imprezy u koleżanek. Liceum zaowocowała w piękne przyjaźnie, które mimo różnic zdań i stylów życia trwają do dnia dzisiejszego. Żyłam tak naprawdę od wakacji do wakacji. Dlaczego bo w wakacje my z mama wyjeżdżałyśmy nad morze a ojczym zostawał. I wtedy odżywałam, ale i nie szanowałam siebie walczyłam już z nadwagą byłam większa niż reszta dziewczyn w moim wieku, bardzo pragnęłam zainteresowania ze strony męskiej. I każdy jej objaw traktowałam jak uwielbienie i oddawał to co najcenniejsze miałam siebie. Nie ważne gdzie nie ważne z kim ważne, że ktoś się mną interesuje, chociaż na chwile. Cofajac się wstecz dziękuje Bogu, że nie skończyło to się w żaden tragiczny sposób. Nie zachorowałam na żadna z chorób zakaźnych ani nikt nie wyrządził mi krzywdy. Tak niestety było czy żałuje tak ale na czas w jakim się znajdowałam wtedy było to dla mnie podniecające ładowałam baterie. Kilka wpisów wcześniej pisałam z euforią , że jadę do Jantara. Wtedy było to dla mnie najlepszym czasem. Po wakacjach wracałam do czterech ścian. Dzisiaj już nie ma Jantara ale wspomnienia zostały. Pozostał ogromny żal za nim, bo dawał mi radość i szczęscie w pewnym momencie mojego życia. Czułam się wolna. A z czasem dał mi najważnejszą osobę przy której czuje się sobą, którą kocham i która kocha mnie. To on dał mi największe szczęście w życiu i poczucie bezpieczeństwa którego tak bardzo mi brakowało w przeszłości. Mój na zawsze S :*  Poznałam Sebcia ale też było ciężko demony przeszłości nie raz daja o sobie znać. Ojczym zmarł ale niestety nie wszystko odeszło razem z nim....

18:15, monisia14
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 lipca 2017
Pozostaje tylko czekać....

Jestem już po wizycie u anestezjologa, pozostało mi zrobić grupę krwi i pozostaje mi czekać. I właśnie do mnie doszłooo, że żarty się skończyły, obleciał mnie strach. Czy obędzie się bez komplikacji? Czy szybko się będzie goiło? Czy nie będzie bolało? Czy po operacji uda mi sie schudną i utrzymać wagę? Milion pytań i zero odpowiedzi. Najgorsze są momenty jak jestem sama albo jak wszyscy spią, wtedy mam za dużo czasu na myślenie. I najgorsze, że jestem lekko podziębiona więc nie chciała bym aby dopóki się nie wykuruje telefon zadzwonił. Najgorzej, że nie znasz terminu mogą zadzwonić w każdym momencie, owszem masz możliwość odmówić ale ja juz się zdecydowałam nie chce odwrotu. Bo jak nie teraz to kiedy? Z jednej strony aby jak najszybciej a z drugiej jeszcze nie teraz jeszcze chwila. Aby nie było tak wszystko na nie czuje też podniecenie, że wszystko ulegnie zmianie, jeżeli mówimy o kwestii odżywiania. Teoria jest ale póki co na praktykę brak silnej woli. Motywacja będzie brak 3/4 żołądka i możliwość komplikacji po zjedzeniu nie takiej ilości albo czegoś niedozwolonego. Mam cudowną rodzinę dla której MUSZĘ żyć, i chcę żyć pokazać im jak bardzo ich kocham :* 

Z niepewności różnych związanych z obecna sytuacją jaką się znaleźliśmy są dobre wieści jak i bardzooooooo dobre wieści. Jedną z nich jest fakt, że mój małżonek dostał podwyżkę :D Nie muszę Wam tłumaczyć jak ta wiadomość wpłynęła na humor dzisiejszego dnia :D i moje poczucie bezpieczeństwa :D 

 

W takim razie życzę wszystkim miłego i słonecznego dniaaaaaa :* 

11:30, monisia14
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 czerwca 2017
Coś się skończyło.....

Dzisiaj ostatni dzień jako człowiek zatrudniony od jutra już bezrobotna....ehhh zauważyłam, że jakoś nie mogę się z tym pogodzić. Kocham te moje największe skarby i wiem, że robię to dla nich a dwa z pobudek finansowych. Mimo wszystko jest mi przykro, czuje jakiś żal rozgoryczenie. Dlaczego w mojej miejscowości nie ma publicznego żłobka  albo jakieś innej pomocy dla najmniejszej z pociech. Prywatne żłobki to koszt ok 1000zl nie mało. Muszę posiedzieć w domu do dnia aż mała pójdzie do państwowego przedszkola 2 lata teraz wiem wydaje mi się kupa czasu, ale wiem również, że minie jak z bicza. Mam plan aby po operacji zając się jakimś dzieckiem zawsze grosz jakiś wpadnie. Póki co wszystko zależy od tego kiedy będzie operacja i przede wszystkim jak się będę po niej czuć.....wylałam część swoich żali nie powiem ulżyło mi odrobinę ;) 

11:14, monisia14
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 czerwca 2017
Nowe życie....Nowa Ja...

Tak dawno nie pisałam, ale tyle się dzieje. W takim razie zacznę od początku. 
Emi ma już 13 miesięcy, charakterna dziewczynka mi się trafiła. Bartek w porównaniu z nią to aniołek. młoda wszystko oznajmia wrzaskiem. Wszystko musi być tak jak ona chce bo inaczej krzyczy i bije. Okiełzam tego małego diabełka, kwestia czasu :D Od września Bartuś idzie do przedszkola, bardzo się na to wydarzenie cieszymy. Młody jest zadowolony, że pozna nowych kolegów. A ja że będzie miał kontakt z rówieśnikami, że nauczy się nowych rzeczy. Drugą sprawą jest to, że będę się mogła przez te parę godzin poświęcić tylko Emi.

Tak jak się obawiałam po zakończeniu macierzyńskiego, zostałam bez pracy. Nie ukrywam, że poczułam się trochę sfrustrowana.Kolejna ciąża i kolejna porażka zawodowa. Umowa kończy mi sie 30 czerwca i do tego czasu jestem na urlopie wypoczynkowym a po tym czasie koniec. Najgorsze, że zero pisma z pracy jakiego kolwiek odzewu mimo, że rozmawiałam z regionalnym pisałam z kadrami. Ale jak widać nie jest mi pisane :D mówi się trudno i żyje się dalej. W domu zostanę do dnia aż młoda pójdzie do przedszkola. Okrutnie się boję tego, wiem że trochę to wyrzuca mnie z rynku pracy ale cóż dam radę, bo kto jak nie ja :D

Mimo wszystko postanowiłam zawalczyć o siebie o swoje zdrowie, samopoczucie i wygląd. Po kilku miesiącach zastanawiania się, analizowania tematu. Zdecydowałam się na operację bariatryczną. W marcu byłam na pierwszej konsultacji u chirurga. A w następną środę mam ostatnią wizytę przed zabiegiem u anestezjologa. Po tej wizycie pozostanie mi tylko czekać na telefon. Cieszę się ale i bardzoooooooo się boje. Wiem z jakim ryzykiem wiążę się operacja ale wiem również jakie ryzyko jest kiedy nic ze sobą nie zrobię.Analizowałam wszystkie za i przeciw. Mam ogromne wsparcie w mężu jest dla mnie ogromną podporą i dziękuje, że trafiłam na niego i że to właśnie on jest przy moim boku. Robię to między innymi dla niego i moich dzieci. Chce towarzyszyć im jak najdłużej, być obecna w ich życiu ale aktywnie nie chce aby kiedyś musieli mną się opiekować, z powodu mojej wagi. Bo sama nie będę w stanie o siebie zadbać. Zgłębiając temat zaczełam się zastanawiać dlaczego doprowadziłam do takiego stanu rzeczy. Tak mam świadomość, że jest to moja wina, to ja decyduje co jemy jak jemy. Ale nie traktuje operacji jak złotego środka, nie jest też to droga na skróty ( bo i o takiej opini słyszałam) już teraz po mału zmieniam nasze nawyki. W naszym domu zagościła woda, dużooooo owoców i warzyw. Ja od początku roku zgubiłam ok 8kg, można powiedzieć wow super wynik ale jak jego waga jest trzycyfrowa to te 8kg nie jest takim super rezultatem ( co nie oznacza, że się z niego nie ciesze) bo do prawidłowej wagi mam ok 50-60kg. Ale odbiegając od sedna czemu waże tyle owszem ciąże jak by pomogły mi w tym ale nie jest to główne źródło. Oglądając program "Historia wielkiej wagi" i przysłuchując się historiom tych ludzi, gdzie najczęściej ludzie zajadają swoje problemy, przeżycia z dzieciństwa. I ja zaczełam przyglądać się swojemu, życiu. Zauważyłam jak wiele spraw miało wpływ na to, że i ja zajadałam swoje zmartwienia, myślałam że przepracowałam w głowie to co było kiedyś. Niestety tak nie jest, ale o tym napiszę kiedy indziej teraz dwójka szkrabów mnie woła.

17:37, monisia14
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23