Jako rodzice zawsze musimy mieć skrzydła wystarczająco duże, aby otoczyć nimi dzieci i osłonić je przed krzywdą czy bólem. To figuruje w naszym kontrakcie z Bogiem, kiedy bierzemy na siebie odpowiedzialność za ich życie.
RSS
środa, 11 października 2017
Czyżby jesienne przygnębienie???..

Za oknem mamy jesień. Szaro biuro i ciągle pada. Młody dzielnie chodzi do przedszkola. Zadowolony ma już swoich ulubionych kolegów. Ja z młoda w domu i tak leci dzień za dniem. Fizycznie jestem już sprawna w 90% jeszcze pobolewa mnie w środku najczęściej przy wstawaniu,kichaniu bądź schylaniu. Waga się zatrzymała póki co nie stresuje sie. Wciąż w głowie myśli czy ja za dużo nie jem??? Czy ja robię wszystko ok??? Ostatnio zaniedbałam picie wody ale po mały nadrabiam. Czy czegoś mi brakuje?? Nie z każdym dniem mniej mam zachcianek do słodyczy nie ciągnie mnie wcale ale herbaty bym się napiła z cytryną ��ale i tego brakuje mi już dużo mniej. �� Więc generalnie jest ok. 

Niestetypogoda wpływa na mój nastrój co raz częściej poplakuje po kątach. I zastanawiam się cym to jest spowodowane? My teraz całe dnie w pracy bo złapał możliwość zarobić dodatkowy hajs stara się aby nam niczego nie brakowało ale co raz mniej czasu jest dla nas. Dzieciaki nie widziały go od niedzieli a i w ciągu dnia rzadziej dzwoni. A mi się załączył mega zazdrośc bo jeździ z dziewczyną i słyszę tylko Kasia to Kasia tamto aaaaa ta głupia babska natura. A ja siedzę w domu non stop ta sama rutyna. Niby wiem że nigdy by mnie nie zdradził ale z drugiej strony nigdy nie mów nigdy. Życie jest za bardzo przewrotne aby zawierzyc mu w 100%. Chyba czas poszukać sobie jakiegoś zajęcia aby zająć myśli i nie doszukiwać się problemu tam gdzie go niema. Tylko co by tu robić???? Na pewno w przyszłym roku chciała bym ogarnąć prawo jazdy. A co dalej zobaczymy....przydała by się jakaś praca w domu. Wiosnoooo przybądź szybciej.....

17:55, monisia14
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 września 2017
Cel uświęca środki

Minął już jakiś czas po operacji. Nasunęły się pierwsze myśli i odczucia. Kiedy ból minął zaczęło się nowe życie. Nie ukrywam,że po operacji było ciężko nie żeby teraz było łatwiej ale przynajmniej każdemu krokowi nie towarzyszy już ból. Zastanawiam się czy lekarz wyciął mi żołądek, bo towarzyszy mi głód ale nie taki jak przed, który nie pozwala ci myśleć o niczym innym powodując dyskomfort,teraz poprostu go czuje, ale kiedy się na nim nie skupiam pozwala funkcjonować normalnie. Zaczynam już świrować bojąc się aby nie rozciągnąć żołądka i w tej chwili potrafię zjeść ok 150g np galaretki z kurczaka jestem nasycona ale czy na jedzona ciężko stwierdzić. Czy aby nie za dużo???Rozmawiając z koleżankami po operacji, które mogą zjeść max 100g zaczynam świrować jak nie wiem. Ale jajka potrafię zjeść ok 60-70g. Przed obiecałam sobie że nie będę świrować bo przecież 150g to mało licząc cały posiłek, ale po bólu człowiek nie chce zmarnować tego co wypracował co przeżył. Jest sukces bo do słodkiego mnie nie ciągnie ale okropnie brakuje mi gryzienia i normalnego jedzenia nie papki. Zjadłam bym pomidora z jogurtem i cebulką ooo to są moje zachcianki ��uważam że nie jest źle. Oglądając reklamę KFC nie powiem pocieknie ślinią ale nie jest to rzecz,która spędza mi sen z powiek. Muszę wytrwać jeszcze chwila i będzie super. Póki co na minusie -10kg wynik rewelacyjny jestem dumna ciało też się już zmienia.Za chwilę ruszymy z aktywnością ruchową. Jestem z siebie dumna bo zdecydowałam się aby zawalczyć o życie i zdrowie jestem na dobrej drodze �� A na horyzoncie co raz więcej celów aby pięknie i zdrowo wyglądać�� Moja Meg się zaręczyła a ja będę światkową nooo więc wiele przede mną aby pomóc jej w tym aby ten dzień był dla nich wyjątkowy. Pomogę jej w tym całym swoim sercem. Jest to tak wyjątkowa chwila dla każdego i trzeba się cieszyc. A ja zrobię wszystko aby być najlepszą światową na świecie. Meg za parenaście lat piwie,że nie mogła by mieć lepszej światkowej....to jest mój cel ale aby jemu sprostać muszę być szczęśliwa sama ze sobą i tak będzie��

12:48, monisia14
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 września 2017
Po drugiej stronie.

Jestem już po. Operacja odbyła się 19.0. Tydzień temu jechałam już na oddział. Towarzyszyły ogromne nerwy i strach. Na szczęście operacja udała się bez powikłań i w czwartek wyszłam do domku. Jeżeli kiedy kolwiek, ktoś mi powie, że poszłam na łatwiznę to od razy jebnę w łeb. W życiu nie przeżyłam większego bólu czułam się jak by mnie jakiś tir przetracił. W dniu operacji to żałowałam decyzji jak nie wiem, wyzywałam się od skończonych idiotek jak ja mogłam z własnej nie przymuszonej woli poddać się takim torturom. Z każdym dniem było lepiej i jest lepiej. Chociaż nie jest kolorowo, miałam wrażenie, że lekarz zrobił mnie w konia i żadnego żołądka nie wyciął bo byłam normalnie w świecie głodna i bez sił. Mimo głodu człowiek boi się zjeść coś więcej aby sobie nie zaszkodzić a że muszę zaopatrzyć się w wagę kuchenną wiec jemy do poczucia sytości, ale do końca nie jestem pewna czy to sytość ale nauczę się tego. Jeżeli ktoś myśli, że operacja to przyjemność i super sposób aby pozbyć się kilku kilo nieee to tak nie działa. Modle się aby moje dzieci nie musiały przechodzić tego co ja. Ja ze swojej strony uczynie wszystko co w moich siłach aby do tego nie dopuścić. Jeżeli mamy możliwość aby schudną za pomocą diety ćwiczeń walczmy a operacja niech  będzie ostatecznością w walce o zdrowie i życie. Niestety nikt nie zrozumie "grubasa" dopóki sam się nie znajdzie w tej sytuacji ile nas to kosztuje walki, cierpienia i bólu. Ja odkrywam siebie na nowo. Mimo towarzyszącego bólu i strachu idę dalej. Dzisiaj pokonuje wstręt do papek ale wiem, że za dwa tygodnie zacznę jeść normalnie a mam na tyle rzeczy ochotę. I wbrew pozorom są to zdrowe rzeczy ( nie ciągnie mnie do słodyczy ani do fast foodów). Na pewno mam ochotę wykorzystać kilka przespisów z grup utworzonych dla tych po CHLO i tego typu najbardziej mi brakuje ale wiem, że będzie pysznie a przede wszystkim zdrowo :D 

12:00, monisia14
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 września 2017
Nowe lepsze życie...

Doczekałam się dzisiaj idę na oddział a jutro z rana operacja. Człowiek tyle czekał tak walczył a teraz mam ochotę wsiąść nogi za pas i uciekać. Wyszykuje objawów choroby bo w sumie tylko to może spowodować, że operacją się nie odbędzie. Jedyny plus tego, że nie zajadam stresu nie czuje głodu ale zachcianki są i owszem. Wiem, że od jutra wszystko się zmieni wszstko ulegnie zmianą i szczerze boje się okropnie jak to będzie wszystko wyglądało po... czytam jednak ludzi i mimo komplikacji ( które wiadomo mogą się pojawić) nie żałują a wręcz czują się, że urodzili się na nowo. Najgorsze z tego wszystkiego jest rozłąka z dzieciakami tak jak Bartusia juz zdarzło mi sie zostawić tak z Emilką nie rozstawałam się jeszcze nigdy. Okropnie się tego boję wiem, że będzie dobrze ale jednak co mama to mama. 

Dobra nie ma się co użalać wiedziałam, że nadejdzie ten dzień przygotowywałam sie do niego nie od wczoraj :D  Dupa w troki i do roboty :D Robie coś dobrego dla siebie i dla najbliższych, których kocham nad życie :D :*  Odezwę się już jak wróce do domu. Trzymajcie za mnie mocnooooo kciuki. 

10:06, monisia14
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 lipca 2017
Mama, mamusia, matka jedno słowo tyle znaczy...

Mam dwójkę kochanych urwisów, kiedy pojawili się na świecie moje życie się zmieniło przede wszystkim Ja się zmieniłam. Moje dzieci stały się centrum mojego wszechświata. Staram się oczywiście zachować rozsądek i wychowywać dzieci, aby wyrosły na porządnych ludzi. O momentu kiedy ta dwójka pojawiła się na świecie, zaczęłam wiele spraw analizować. Jak moja przeszłość wpłynęła na mój sposób wychowywania dzieci. 2013 na świat przyszedł Bartek i jak cofam się do tamtych chwil byłam matką lwicą jak tylko mój potomek kwiknął byłam obok gotowa do "zabicia" każdego, kto próbował skrzywdzić moje maleństwo.Nawet ja Sebek egzekwował od Bartka posłuszeństwa. W tym czasie nasze małżeństwo przeżywało wielki kryzys. To było trudne dla nas obojga. Maluch w pewnym momencie, zaczął to wykorzystywać czasami sam fakt, że tata na niego patrzy powodował wrzask. Na szczęście szybko się opamiętałam, że przez moją nadopiekuńczość wyrządzam ogromną krzywdę mojemu synowi i powoduję, że relację miedzy Ojcem a Synem zostają zakłócone. W przyszłości mogło by to doprowadzić, że dwaj mężczyźni których kocham mogli by się nienawidzić. W zeszłym roku urodziła się Emilka i tu jest dużo łatwiej, chociaż młoda uczy mnie od nowa macierzyństwa. Dwoje dzieci z jednych rodziców a są tak różni jak woda i ogień. Bartek od małego był posłuszny, spokojny. Emilka jest uparta, zawzięta w swoich działaniach. Uczę się równowagi aby ani Bartek ani Emilka nie czuli się wyróżniani. Aby żadne z nich nie miało poczucia odrzucenia. 

Obserwując moją dwójkę zastanawiam się jak wyglądały moje relację z mama. Byłam najmłodsza czy byłam inaczej traktowana. Nie wiem nie mam porównania, chociaż jak rozmawiam z siostrami ( a rozmawiamy bardzo dużo,mimo różnic wieku mamy ze sobą szczególną więź) to niestety moja mama zawsze przekładała swoje dobro nad dobrem moim czy moich sióstr. Przykładów jest multum zaczynając od skórzanych butów, które chciał kupić tata mojej siostrze piękne oficerki ze skóry, ale przecież córka nie może mieć lepszych butów od matki więc ich nie kupili. Moja siostra w wieku 16 zamieszkała ze schorowaną ciotką, aby po śmierci przejąć mieszkanie ciotki. 16 latka została "wyrzucona" z domu. Kiedy ja po wielu latach powiedziałam mamie jak traktował mnie Leszek, że wmówił 8 letniej dziewczynie, iż jej biologiczny ojciec zmarł m.in przez nią bo była nie posłuszna ( można pomyśleć, jak mu się to udało ) jej reakcja była zabójcza "a co JA mam powiedzieć" nie takiej odpowiedzi się wtedy oczekiwałam. Dotarło do mnie, że z moją mamą nie idzie mieć silnych relacji takich przyjacielskich. Zaczynając od faktu, że wolała zachować sypialnie niż nastolatce zrobić pokój kończąc na zakupach ona wracała z siatami a ja z reklamówką z bielizną i bluzką. I zastanawiam, się jak to jest możliwe. Mając dzieci nie jestem w stanie tego pojąć. Bo ja dla ich radości ich dobra jestem w stanie odmówić sobie wszystkiego, byle oni mieli. Ale widać, każda matka jest inna. Są matki, których sukcesy dzieci radują napawają dumą ale i są takie, które nie potrafią czerpać radości z sukcesów. Za to porażki i niepowodzenia budą je sprawiają, że mogą powiedzieć " ooo ale mi przykro"  Czy takie zachowanie jest normalne ???Wydaje mi się, że nie. Wg mnie rolą rodziców jest zapewnienie poczucia miłości, zrozumienia i bezpieczeństwa. Ja uczynię wszystko aby moje dzieci nigdy nie bało się wrócić do domu. Aby nigdy nie bało mi się powiedzieć o największej "tragedii" nawet,jeżeli tą "tragedią" miała by być na dzień dzisiejszy nie ta bajka w Tv. Kto inny jak nie rodzic ma ochronić dziecko przed złem tego świata. Ja nie popełnię, tego błędu co moja mama. Kocham ją bo jest moją mamą....ale chyba tylko dlatego nie zrobiła nic aby mi pomóc, a nie chce mi się wierzyć, że nie widziałam. Raczej nie chciała widzieć odwracała wzrok. Każdą z nas trojga zawiodła jako matka, a najgorsze jest to, że teraz kiedy siostry wyrzucają z siebie aby pokonać swoje demony ona nie czuje się winna. Największym problemem nie jest to, że działa się im krzywda ale fakt, że o swoich bólach mówią przy osobach postronnych. ( wiem nie powinna tego zrobić ale czasami emocję, są dużo silniejsze niż zdrowy rozsądek) Normalny człowiek przyznał by się do błędu zaczął analizować. Ale  nie moja matka, ona ma pretensje i jak zwykle odwraca kota ogonem, próbując odwrócić uwagę od siebie. Po swoich przeżyciach wiem, że miłość dziecka do matki jest bezwarunkowa ale czy zawsze miłość matki do dziecka.....Nie wiem ja tego nie doświadczam i nie doświadczę, ja za swoimi dziećmi poszła bym w ogień. 

 

 

"Matka jest ciepłem, jest pokarmem, matka jest pełnym błogości stanem zadowolenia i bezpieczeństwa (…). Nic nie musisz zrobić aby być kochanym – miłość matki nie jest obwarowana żadnym warunkiem (…). Nie trzeba jej zdobywać."

E. Fromm
23:12, monisia14
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24